Marzec to kolejny już miesiąc z prawdziwą ruletką pogodową. Drugi tydzień tego miesiąca upływał pod znakiem słonecznej aury i temperatur dobijających niemalże do 20 stopni Celsjusza, by już kolejnego tygodnia doszło do znaczących spadków temperatury i zmiany aury z suchej na mokrą. Okolicę przykrył mokry śnieg, a temperatury spadły poniżej zera. Przyroda daje nam w ten sposób pokaz swojej siły i nieprzewidywalności, a każdy ogród musi dostosować się do tych kaprysów. Jakie konsekwencje dla mojego ogrodu będą mieć te figle matki natury? Co robiłem przez ostatnie dwa tygodnie?
Grunt rozmokły przez topniejący śnieg – wszędzie błoto!
Kilka ciepłych dni wystarczyło, by ziemia zaczęła wysychać i kusić mnie pierwszymi pracami. Myślałem, że będę mógł powoli myśleć o porządkowaniu zagonu truskawek oraz sadzeniu cebuli dymki, ale niestety – gleba ponownie zamieniła się w breję. A że u mnie grunt jest przeważnie gliniasty to jego podsychanie, przy sprzyjających warunkach, potrwa kilka dni. Nie spodziewałem się, że ostatnie niże genueńskie przyniosą aż tyle śniegu. Będę więc musiał odłożyć narzędzia na bok i poczekać z wejściem w truskawki i do ogrodu warzywnego, pewnie w ostatnim tygodniu marca. I po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że z pracami ogrodniczymi na przedwiośniu nie ma co się spieszyć, bo pogoda zawsze nam pokaże, że pośpiech niczemu dobremu nie służy.
Przyduszone krokusy i tulipany – niespodzianka, której nie dało się uniknąć
Już zaczynałem cieszyć się pierwszymi krokusami i rozwijającymi się tulipanami, a tu nagle śnieg. Biedne drobne krokusy zostały przygniecione mokrą warstwą i wyglądały jak zmaltretowane. Myślałem, że skoro wiosna już nadchodzi, nic poważniejszego nie zakłóci im już wzrostu i kwitnienia. Jakże się myliłem! Na szczęście krokusy są twardsze, niż się wydaje – w miarę topnienia śniegu okazało się, że nie wyglądają tak tragicznie jak w mojej wybujałej wyobraźni. Mimo to warto ponarzekać na styczniowe i lutowe ocieplenie, które niepotrzebnie wybudziło je z zimowego snu wcześniej i w efekcie oberwały teraz podczas nawrotu zimy. Jako gorącemu sympatykowi krokusów i tulipanów ciężko jest to przeboleć, mimo, że wiem, iż te rośliny są twardzielami i poradzą sobie z podobnymi warunkami jeszcze nie raz.
Deszczówka wylana w błoto – czyli jak na próżno zgromadziłem wodę zbyt wcześnie
Ciepły początek marca i weryfikacja prognoz długoterminowych skusiły mnie, aby ponownie podłączyć rynny do zbiorników na deszczówkę, bo jak zapewniały mnie prognozy, dużych mrozów już nie będzie, więc spokojnie można już magazynować wodę z opadów. Tymczasem po opadach śniegu w ten weekend, a wcześniej deszczu, wygląda na to, że wodę z zbiorników trzeba będzie wypuścić, aby lód, w który by się zamieniła przy -6 czy -9 stopniach, nie uszkodził newralgicznych punktów mauzerów, czyli zaworów i kranów. I gdy piszę ten artykuł, 1000 litrów deszczówki opuszcza mauzery przy odkręconych kranach. Cała moja wcześniejsza praca związana z zgromadzeniem tej wody poszła więc na marne. I chociaż ta woda nie byłaby jeszcze do niczego potrzebna, to byłbym spokojniejszy, gdyby jej zapas sukcesywnie się powiększał. Ale jest jak jest. Wniosek: lepiej nie spieszyć się z gromadzeniem deszczówki w marcu, bo pogoda i tak może wszystko pokrzyżować.
Hartowanie roślin – ale nie tak radykalne!
W ostatnim czasie przesadziłem również swoje rozplenice japońskie do większych donic i wyniosłem je na zewnątrz. To samo zrobiłem z przygotowywanymi sadzonkami irgi. Myślałem, że mogę powoli przyzwyczajać je do chłodniejszych nocy, ale pogoda szybko pokazała mi, kto tu rządzi. Duże spadki temperatury, które się szykują mogą być trochę za duże jak na rośliny, które całą zimę spędziły w piwnicy i nie miały jeszcze okazji spokojnie poznać zmiennych warunków na zewnątrz. Agrowłóknina, również w formie kapturów ochronnych, pójdzie znów w ruch przez kolejne dwie, trzy noce. A później będzie pozostawać w pogotowiu zaraz obok miejsca przetrzymywania sadzonek.
Powtarzanie oprysków – dodatkowa robota, której nie dało się uniknąć
Z wykonaniem oprysków ochronnych miedzianem czekałem na pojawienie się pierwszych ciepłych, ale jednocześnie pochmurnych dni. Bo warto wiedzieć, że właśnie takie warunki do wykonania tego zabiegu są najbardziej optymalne – temperatura powinna wynosić co najmniej kilka stopni na plusie, aby stosowany preparat zdążył się wchłonąć. Jednocześnie nie powinno być ostrego słońca, aby roztwór szybko nie wyparował. I takie warunki zaistniały w moim regionie dopiero w miniony poniedziałek. Jednak już w środę i czwartek pojawiły się deszcze, a w sobotę mokry śnieg, i opady te skutecznie zmyły preparaty ochronne z krzewów i drzew. Skutek jest taki, że po unormowaniu się pogody trzeba będzie ponownie wykonać oprysk miedzianem, oraz pierwszy oprysk olejowy.
Podsumowanie – marzec to nieprzewidywalny miesiąc zmian pór roku
Marcowa pogoda w kratkę uczy mnie jednej rzeczy: w ogrodzie nie ma miejsca na rutynę. Każdy dzień to nowa niespodzianka, a każda decyzja może okazać się zbyt pochopna. W tym roku po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma co się spieszyć – de facto z niczym. Wszystkie wiosenne prace ogrodowe należy wykonywać, jak sama nazwa wskazuje, wraz z nadejściem wiosny. Ich wcześniejsze podejmowanie może oznaczać tylko frustrację, stratę czasu oraz konieczność ich powtórzenia. Jak sami widzicie, niektórych błędów się ustrzegłem, innych już nie. A jeszcze inne zdarzenia to typowa loteria, na którą nie ma rady. Jakie niespodzianki jeszcze mnie czekają? Pewnie przekonam się już za kilka dni…


Dodaj komentarz