Przekopując ziemię, tworzę przyszłość
Każdy ogród ma swoją historię, a ja właśnie dopisuję kolejny rozdział mojego. Tym razem najwięcej dzieje się na wschodniej stronie działki, wzdłuż starego, pochylonego ogrodzenia. Ta część ogrodu jest jak ściana wschodnia Polski – zawsze jakoś najsłabiej zagospodarowana. Pracuję tutaj nad glebą – obszar o powierzchni 30 metrów kwadratowych przekopuję, wybieram glebę i układam poszczególne warstwy. Najpierw na dno wykopu trafia gruba warstwa słomy, na niej ląduje mieszanka starego obornika z domowym kompostem i gnojówką, a na wierzch wraca wybrana ziemia. To nie tylko przygotowanie rabaty, to coś znacznie więcej. Każdy ruch łopatą to krok ku nowej wizji mojego ogrodu i całej przestrzeni wokół niego. To początek większej rewolucji, która obejmuje nie tylko glebę, ale też ogrodzenie, dawne zabudowania i przyszłe projekty. Dziś tego nie widać, ale każdy ruch sztychówką oznacza duże zmiany na sporym kawałku tego terenu.

Zielona kołdra dla przyszłej rabaty
Ziemia, którą teraz obrabiam, będzie niebawem domem dla roślin. Ale najpierw musi dostać solidne wsparcie. Stąd słoma, obornik, kompost – wszystko to poprawi jej strukturę, dostarczy składników odżywczych i pomoże w zatrzymaniu wilgoci. Na przygotowanym poletku chcę wysiać jakiś zielony nawóz – zastanawiałem się nad gorczycą – naturalną uzdrowicielką gleby. Ona poprawia jej stan zdrowotny, ogranicza występowanie szkodników, stwarza ochronną warstwę i sprawia, że miejsce to może stać się gotowe na kolejne etapy mojej ogrodowej wizji. Jednak po rozmowie z znajomym ogrodnikiem mam co do gorczycy wątpliwości, gdyż kolega stwierdził, że pod wielosezonowe nasadzenia może się ona średnio sprawdzić. Jeżeli macie jakiś pomysł, czym mógłbym ją zastąpić – dajcie znać w komentarzu.
Koniec starego płotu
Zanim nowa rabata zacznie tętnić życiem, muszę pomyśleć o jej otoczeniu. Stare ogrodzenie, które dosłownie chyli się ku upadkowi, od dawna domaga się zmiany. Obecna konstrukcja jest solidna i wytrzymała, i, o ironio, właśnie w tym miejscu to jest jej główną wadą. Fundamenty słupków ogrodzeniowych oraz betonowa podmurówka są scalone drutem zbrojeniowym w jedną całość wzdłuż całej wschodniej granicy działki. To spowodowało, że przechył fragmentu płotu ciągnie za sobą całą resztę. Nowa konstrukcja w tym miejscu powinna więc niwelować wady obecnego rozwiązania: będzie więc lekka, złożona z autonomicznych elementów, które nie będą ze sobą spojone, aby łatwo dało się je naprostowywać. Planuję coś, co nie tylko utrzyma obecną granicę działki, ale będzie też tanim, trwałym i estetycznym rozwiązaniem.
Gnojownia, która ustępuje miejsca przyszłości
Obornik, którym wzbogacam ziemię, pochodzi ze starej, pogospodarczej gnojowni. Kiedyś była kluczowym elementem gospodarstwa – teraz czas ją opróżnić i zamknąć ten rozdział. Wszystkie wartościowe resztki trafiają do gleby pod poletko na nową rabatę, a najświeższe resztki organiczne pójdą na nowy kompostownik, który powstanie nieopodal starej gnojowni. Teren po niej zostanie wyrównany. Na nim stanie garaż – który również zostanie przeniesiony z swojego obecnego miejsca pod domem (o tym opowiem kiedy indziej). Tak oto miejsce dawnej gospodarki powoli przekształca się w przestrzeń dostosowaną do dzisiejszych potrzeb.
Sąsiek – od przeszłości ku nowym pomysłom
Kolejnym punktem na mojej mapie zmian jest sąsiek – dawny magazyn na siano i słomę. Kiedyś niezbędny w gospodarstwie, dziś stoi częściowo pusty, czekając na nowe przeznaczenie. Postanowiłem przekształcić go w warsztat stolarski, ale zanim to nastąpi, muszę go opróżnić i dostosować. Pierwszym głównym wyzwaniem jest zagospodarowanie lub przeniesienie reszty słomy i siana z tego miejsca. Przez lata zalegała w tym miejscu i nie była wykorzystywana, niepotrzebnie zabierając tak bardzo potrzebną przestrzeń. Część z niej przełożyłem już na piętro stodoły, kolejną partią ściółkowałem truskawki, a teraz nawożę teren pod nową rabatę. Mimo tych prac likwidacyjnych i tak mi jej jeszcze trochę zostanie – i przydałoby się znaleźć dla niej jakieś przeznaczenie. Wszystko po to, aby sąsiek opróżnić i nieco podnieść poziom jego podłogi – ta strefa jest zbyt głęboka względem podłogi stodoły. Na szczęście ziemia, którą wydobędę z wykopanej studni, idealnie się do tego nada.

Studnia – nowe bezcenne ujęcie wody
Nie da się myśleć o przyszłości domu i ogrodu bez solidnego dostępu do wody. Nowa studnia to inwestycja, która usprawni podlewanie i uniezależni moją działkę od zewnętrznych dostaw, a ogród od warunków pogodowych. Miejsce jest wytyczone i według obecnych planów zostanie ona wykonana w sposób tradycyjny. Ziemia, którą z niej wydobędę, nie pójdzie na zmarnowanie – zostanie użyta do wyrównania sąsieka oraz ewentualnie terenu po starej gnojowni. I w ten właśnie sposób wszystkie te ważne i duże projekty są ze sobą ściśle powiązane.
Strategia przemian – jak jedno wynika z drugiego
Każdy z tych projektów to część większej układanki. Nie mogę urządzić nowej rabaty, zanim nie postawię nowego ogrodzenia. Nie mogę przenieść garażu, zanim nie opróżnię starej gnojowni. Sąsiek nie stanie się warsztatem, dopóki nie wypełnię go ziemią ze studni. To precyzyjny taniec planowania, w którym wszystko jest ze sobą powiązane. Tak ogród, dom i gospodarstwo przechodzą swoją metamorfozę – krok po kroku, łopata po łopacie, zmieniając się w przestrzeń, która będzie służyć moim potrzebom przez lata. O planach, ich realizacji i tych potrzebach będę tu jeszcze opowiadać wiele razy.


Dodaj komentarz